Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl

poniedziałek, 03 stycznia 2011
Koniec blogu, ale tylko tego

W dniu dzisiejszym oficjalnie zamykam działalność, ale tylko na tym blogu. Wszystko przenoszę na inny aby zwiększyć liczbę czytelników. Zapraszam tutaj.

czwartek, 23 września 2010
Polacy jadą po medal

Zbliżające się wielkimi krokami Mistrzostwa Świata w siatkówce mężczyzn skłoniły mnie do kolejnej reaktywacji (która to już?) mojego blogu. Ta najważniejsza w tym roku impreza rozpoczyna się w sobotę i emocji z pewnością nie zabraknie. Dzisiaj, wczesnym popołudniem, nasi siatkarze odlecieli do Włoch. Nastroje w drużynie są bojowe, Polacy otwarcie deklarują, że ich celem jest medal, może nawet złoty. Ale o takowy będzie niezwykle trudno.

Przede wszystkim zmienił się system rozgrywek. Nawet dwie porażki w pierwszej rundzie grupowej nie przekreślają szans na medal. Już teraz dużo się mówi, że niektórzy mogą kalkulować, który mecz "opłaca" się przegrać, by w kolejnej fazie trafić na wygodniejszego rywala. Moim zdaniem jednak nie można w taki sposób do tego podchodzić. Jeśli chce się być mistrzem świata trzeba wygrywać co się da i z kim się da. Zero kalkulacji.

Podobno mamy najlepszą drużynę w historii. Lepszą nawet od złotej ekipy z 1974 roku. Lepszą niż przed rokiem na mistrzostwach kontynentu w Turcji. Miejmy nadzieję, że okaże to się prawdą. Chciałbym tylko, żeby na tych chłopakach nie było zbyt wielkiej presji. Żeby nie żądano od nich cudów, bo drużyn walczących o medale jest moim zdaniem aż 10 i wszystkie scenariusze są prawdopodobne. Jednak mimo wyrównanego poziomu to Polacy obok Brazylii i Rosji są uważani za największych faworytów.

Czy jesteśmy odpowiednio przygotowani? Sytuacja jest zgoła inna niż przed MŚ 2006 i ME 2009. Teraz nasi zawodnicy przed imprezą nie wygrywali meczu za meczem. Nie grali jednak z byle kim, bo sparingi z Brazylią czy Kubą z pewnością bardzo wiele nam dały. Może nie wychodziliśmy z nich zawsze zwycięsko, ale to nie wtedy mieliśmy wygrywać. Siatkarzy będziemy rozliczać ze spotkań jakie rozegrają w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

Ostatnio przeczytałem, że trener reprezentacji Niemiec, Raul Lozano, za faworytów grupy uważa właśnie Polaków. A my będziemy musieli uważać na naszych zachodnich sąsiadów. Porażki w Lidze Światowej nie były przypadkiem. Poziom niemieckiej siatkówki znacząco się poprawił. Niech przestrogą będzie fakt, że w ostatnim czasie wygrali oni 2 z 3 spotkań towarzyskich z reprezentacją Brazylii. I według mnie to nie pierwszy mecz z Kanadą, a właśnie kolejna potyczka z Niemcami będzie dla nas kluczowym pojedynkiem. Zwycięstwo pozwoli nam uwierzyć, że medal jest w naszym zasięgu.

Na Serbię również trzeba będzie uważać, bo do składu powracają dwa jej najmocniejsze punkty: Nikola Grbić i Ivan Miljković, Każdy z tych zawodników potrafi niekiedy w pojedynkę wygrać spotkanie. Serbowie to mieszanka rutyny z młodością, ale miejmy nadzieję, że nie będzie to mieszanka wybuchowa. O Kanadzie wiemy tylko tyle, że gramy z nimi pierwszy mecz w grupie i musimy go wygrać. Trzeba jednak uważać, bo na takich turniejach niespodzianki często się zdarzają

I na bok trzeba odłożyć aferę skarpetkową, czy absencję Daniela Plińskiego. Poza tym wszyscy są zdrowi i w pełni sił. Grać w siatkówkę potrafimy i jeśli zagramy na maksimum swoich możliwości to o wynik jestem spokojny. Jeśli będę widział walkę o każdą piłkę, a nie zobaczę medalu to i tak satysfakcja będzie. Ważne abyśmy byli dumni z naszych siatkarzy. Reprezentują oni w końcu cały naród i niech ten cały naród trzyma za nich kciuki.

niedziela, 25 lipca 2010
Gdzie jesteś Polsko?

Z pewnością nie tam gdzie powinna być, a więc w Argentynie na Final Six tegorocznej Ligi Światowej. Wczoraj w nocy obejrzałem dwa mecze półfinałowe tej imprezy i zmusiło mnie to do pewnych refleksji na temat naszej męskiej reprezentacji siatkarskiej.

Zastanawia mnie fakt czy Daniel Castellani dobrze robi odpuszczając sobie te rozgrywki. Oczywiście znajdą się tacy, którzy powiedzą, że w zeszłym sezonie dało to pozytywne skutki, bo w końcu zdobyliśmy upragnione Mistrzostwo Europy. Teraz jeśli siatkarze sięgną po medal MŚ we Włoszech, o słabym występie w  Lidze Światowej nikt nie będzie pamiętał.

Tylko czemu inne drużyny narodowe nie odpuszczają sobie tej imprezy? Czy to oznacza, że podczas Mistrzostw Świata nie będą walczyły o najwyższe lokaty? Na pewno nie. Zakładam się, że wszystkie zespoły, które grały teraz w półfinale LŚ (Brazylia, Rosja, Serbia i Kuba) będą się liczyć we wrześniu i coś mi się wydaje, że któraś z nich sięgnie po końcowy sukces. Czy trenerzy tych reprezentacji oszczędzali swoje największe gwiazdy? W początkowej fazie rozgrywek tak. Ale skład nie różnił się diametralnie od tego jaki pojedzie na imprezę docelową.

Tymczasem w naszej drużynie narodowej nagle wszyscy są zmęczeni sezonem. Ja to rozumiem, ale jakoś zawodnicy z innych ekip, często gwiazdy największego formatu, nie narzekają na ciężki sezon tylko grają dla swojego kraju. Byłbym jeszcze w stanie zrozumieć gdyby w LŚ grali tylko i wyłącznie młodzi i niedoświadczeni zawodnicy. Widziałbym w tym jakiś sens. Ale nie rozumiem dlaczego Daniel Castellani wprowadza takich siatkarzy jak Wlazły, Winiarski czy Zagumny, którzy nie byli kompletnie przygotowani do gry na przestrzeni całego pojedynku. Wystawianie ich na krótkie zmiany mija się z celem, bo bez formy to nawet ich doświadczenie nie pomoże.

Mam nadzieję, że na MŚ będziemy należycie przygotowani. Obserwując poczynania innych reprezentacji trochę trudno o odrobinę optymizmu. Daleko nam do poziomu jaki te drużyny prezentują, o czym boleśnie przekonaliśmy się w meczach z Kubą. Naprawdę będziemy musieli trafić z formą, bo inaczej z medalu nici.

piątek, 09 lipca 2010
Koniec Króla

Dziś w nocy poznaliśmy decyzję, na którą czekała cała ligi NBA. MVP sezonu zasadniczego z dwóch poprzednich lat ogłosił, że podpisze kontrakt z Miami Heat. Z pewnością ta informacja zasmuciła fanów takich klubów jak Chicago Bulls, New York Knicks czy New Jersey Nets, ale przede wszystkim kibiców i działaczy jego poprzedniego "domu" - Cleveland Cavaliers.

Dzień wcześniej kontrakt z Heat przedłużył Dwyane Wade, a nowym zawodnikiem drużyny z Florydy został Chris Bosh. Powstała więc kolejna Wielka Trójka, która wydaje się bardziej efektowna i gwiazdorska niż poprzednie trio - Garnett, Pierce i Allen w Bostonie. W tamtym przypadku takie zestawienie przyniosło Mistrzostwo NBA w pierwszym sezonie. Wszystko wskazuje na to, że może tak być i teraz.

Ale czy musi? Niekoniecznie. Wszystko zależy od tego jak będzie się układała współpraca pomiędzy Wade'em i Jamesem. Wiadomo, że obaj lubią dominować, obaj lubią decydować o każdej akcji swojej drużyny. Teraz muszą się podzielić. Wydaje mi się jednak, że będzie to ciągle drużyna Flasha. To D-Wade dał kibicom z Miami pierwsze Mistrzostwo NBA w historii klubu. Fani Heat zresztą chyba jako jedyni nie wykazywali jakiejś ogromnej chęci, by zatrudnić LeBrona. Królowi może być ciężko i obawiam się, że to koniec jego panowania. Nie mówię, że nie zdobędzie Mistrzostwa, bo pewnie tak się stanie, ale to nie będzie tylko jego drużyna, o której obliczu decyduje.

Tak ja słusznie zauważyli koledzy z Supergiganta, LBJ choćby nie wiem jak się starał, to nie będzie miał więcej mistrzowskich pierścieni od Wade'a.

środa, 16 czerwca 2010
W końcu niespodzianka

W ostatnim meczu pierwszej rundy spotkań Mistrzowie Europy, Hiszpanie, przegrali z niedocenianą Szwajcarią 0:1. Jak na razie to największa sensacja tych mistrzostw. Miejmy nadzieję, że nie jedyna, a Mundial rozkręci się nam na dobre.

Podopieczni Vicente del Bosque chyba za bardzo uwierzyli w swoje umiejętności po zwycięstwie nad Polską 6:0. Nikt jednak nie jest tak odważny jak nasza kadra i nie będzie próbował grać otwartego futbolu z Hiszpanami. Helweci postanowili wziąć przykład z Interu Mediolan i bronić się na własnej połowie. Nie zapomnieli jednak o kontratakach. Przy odrobinie szczęścia mogli wygrać nawet 2:0, ale nie można być zachłannym. Zwycięstwo nad piłkarzami z półwyspu Iberyjskiego trzeba uznać za wielki sukces.

Hiszpańska "Marca" napisała, że Mistrzowie Europy nie mogą już sobie wybrać przeciwnika w kolejnej rundzie. Teraz muszą wygrać dwa pozostałe spotkania żeby się w niej w ogóle znaleźć. Vicente del Bosque: "To nie był nasz dzień, ale Mundial się jeszcze nie skończył". Hiszpanie muszą pokazać jednak całkiem inną grę. Słabo zagrał Xavi, Torres nie jest jeszcze w formie. Jedynie podobał mi się występ Jesusa Navasa, który pojawił się w drugiej połowie. Coś próbował zrobić, ale nie miał zbyt wielkiego wsparcia od kolegów z drużyny.

Zaczęła się również druga runda i to od razu obiecująco. Dopiero po raz trzeci kibice ujrzeli w meczu więcej niż dwie bramki, a Urugwaj wygrał z gospodarzami 3:0. Szkoda trochę Bafana Bafana, ale spodziewałem się, że nie ugrają za wiele na tym Mundialu. Zaryzykuję stwierdzenie, żę RPA jest pierwszą drużyną, która żegna się z turniejem.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18