Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl

poniedziałek, 13 kwietnia 2009
Panowie! Nauczcie się przegrywać...

Drugi półfinałowy pojedynek PlusLigi pomiędzy Skrą Bełchatów i Jastrzębskim Węglem przysporzył bardzo wiele kontrowersji. Mianowicie chodzi o sytuację, która miała miejsce w czwartym secie. Sędziowie, a raczej zawodnicy Skry, dopatrzyli się błędu ustawienia w ekipie gości i z prowadzenia jastrzębian 10:9, zrobiło się 5:10 dla... gospodarzy. Wywołało to niesamowitą złość Roberto Santilliego, który przez dłuższy czas nie mógł uwierzyć w to co się stało.

Jakby tego było mało, działacze Jastrzębskiego Węgla postanowili nie zostawić tak tej sytuacji. W sobotę prezesi tego klubu wysłali oficjalne pismo zarówno do PZPS jak i zarządu PlusLigi, w którym apelują o powtórzenie meczu. Wydaje mi się, że jest to już sporą przesadą. Oczywiście kibice, jak i działacze tego klubu mogą czuć się rozgoryczeni, gdyż ten mecz mógł się dla nich całkiem inaczej potoczyć. Nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem. A próbowanie dojścia do swoich racji przy "zielonym stoliku" jest tu całkowicie nie na miejscu.

Oczywiście działacze mają całkowite prawo wystosować takie pismo. Sądzę jednak, że do powtórki takiego meczu nie dojdzie. Wina nie leży tylko i wyłącznie po stronie sędziów, a jastrzębianie popełnili oczywisty błąd i tego nie da się ukryć. Śmieszyć mogą również niektóre argumenty panów Kozłowskiego i Grodeckiego - tu cytuję: Nie można także nie wspomnieć o atmosferze panującej na hali, wrogiej dla Jastrzębskiego Węgla, podsycanej przez spikera zawodów oraz jednostronnej agresywnej postawie ochrony wobec trenerów i działaczy naszej drużyny. Taki argument jest już aktem desperacji ze strony zarządu JSW. Nie dziwne, że kibice nie będą rozpieszczać zawodników drużyny przyjezdnej - tak jest w każdej hali w Polsce. Możliwe, że ochrona nie zachowywała się należycie, za co Skrze powinna należeć się kara, jeśli faktycznie taka sytuacja miała miejsce, ale przez coś takiego nie powtarza się spotkań.

Tak więc apeluję do całego zarządu Jastrzębskiego Węgla: nauczcie się przegrywać. Wiem, że porażka boli, ale trzeba umieć ją należycie przyjąć. Najlepszym sposobem na utarcie nosa wszystkim jest po prostu dobra gra w kolejnych spotkaniach, podkreślam spotkaniach, bo nie wątpię, że podopieczni Roberto Santilliego nie złożyli jeszcze broni i mam nadzieję, że zawitają jeszcze do Bełchatowa na piąty, ostatni mecz półfinału.

niedziela, 12 kwietnia 2009
Nowi reprezentanci grają o... 5. miejsce

To dość niecodzienna sytuacja. W nowej, dopiero co powołanej reprezentacji Polski przez Daniela Castellaniego znajduje się kilku zawodników, którzy rywalizują o miejsca 5-8 w PlusLidze. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby taki zespół posiadał jednego, góra dwóch takich zawodników, ale nie trzech czy nawet czterech! A właśnie w takiej sytuacji znalazły się dwa Akademickie kluby: ten z Warszawy i Częstochowy.

W Politechnice gra dwóch zawodników, którzy otrzymają szansę gry w Lidze Światowej. Są to Rafał Buszek i Karol Kłos. Dodatkowo Daniel Castellani dowołał Bartka Neroja i Roberta Milczarka, ale oni nie będą mogli wystąpić w tych rozgrywkach lecz będą mieli możliwość trenowania z innymi reprezentantami. Paradoksem jest więc, że drużyna posiadająca, wydawałoby się tak dobrych zawodników (odrzucam możliwość, że Argentyńczyk błędnie ocenił ich umiejętności), zajęła siódme miejsce w sezonie zasadniczym i na takim najprawdopodobniej te rozgrywki zakończy. Jedynym usprawiedliwieniem dla tych zawodników jest brak doświadczenia z racji bardzo młodego wieku.

W trochę innej sytuacji jest Częstochowa. Zawodnicy tacy jak Zbyszek Bartman czy Piotrek Nowakowski zadebiutowali w kadrze za kadencji Raula Lozano. Ale typowymi świeżakami są Fabian Drzyzga i Paweł Zatorski. Czterech reprezentantów, a zespół również nie walczy o najwyższe laury. Dla porównania drużyny grające o medale mają mniej zawodników powołanych przez Argentyńczyka w swoich składach np. Kędzierzyn (Ruciak) czy Jastrzębie (Łomacz). Co prawda o sile tych zespołów stanowią obcokrajowcy, ale Polaków też nie brakuje.

Można więc się zastanawiać czy Castellani dokonał słusznego wyboru. Z pewnością znajdziemy kibiców, którzy tak właśnie myślą. Ja do nich nie należę. Argentyńczyk wykazał się sporą odwagą i pokazał, że nie boi się ryzykować. Jeżeli mu się to nie uda nie będę miał do niego pretensji. Bez ryzyka nie ma zabawy. Wątpie czy jakikolwiek inny trener zdecydowałby się na taki krok. Panie Castellani - oby tak dalej.

 

sobota, 11 kwietnia 2009
Tak czy nie dla powtórek?

Jest to temat często poruszany przy przeróżnych okazjach. Zwłaszcza mamy z tym do czynienia gdy na boisku występują sporne sytuacje. Bo sędzia też człowiek i może nie zauważyć delikatnego dotknięcia bloku czy sytuacji gdy piłka tylko musnęła linię końcową boiska. Na szczęście Polski Związek Piłki Siatkowej, który w przeciwieństwie do tego piłkarskiego coś robi, albo przynajmniej stwarza pozory, że tak jest, już podczas ostatniej edycji turnieju finałowego Pucharu Polski wprowadził możliwość weryfikowania decyzji sędziów przez zawodników. Polegało to na tym, że w każdej partii zespół miał jedną możliwość podważenia orzeczenia arbitrów. Jeżeli to siatkarze mieli rację to zachowywali tę szansę i mogli ją wykorzystać w późniejszej części seta.

Ci którzy śledzili turniej finałowy wiedzą, że zawodnicy dość rzadko korzystali z tego przywilieju. Pozwalało to jednak na lepszą ocenę sytuacji. Jedynym minusem tego nowatorskiego rozwiązania wydaje się fakt, że taka weryfikacja trwa trochę czasu, a i nie zawsze rozwiewa wszystkie wątpliwości, bo czasem i na powtórkach nie widać dokładnie jak było. Wydaje się jednak, że ten system sprawdził się i można się spodziewać, że niedługo wejdzie na stałe do rozygrywek, przynajmniej w PlusLidze. Chociaż tutaj też pojawia się problem, gdyż nie na każdym spotkaniu goszczą kamery telewizyjne, a właśnie tylko wtedy taka weryfikacja jest możliwa.

Pokazuje to jednak, że polska siatkówka, jak i poziom rozgrywek naszej ligi stoją na bardzo wysokim poziomie. Wydaje się, że tak system można już wprowadzić na poziomie półfinałów PlusLigi, by uniknąć takich, nazwę to kompromitacji, jaka miała miejsce we wczorajszym pojedynku Skry Bełchatów z Jastrzębskim Węglem. Sędziowie nie zauważyli błędnego ustawienia drużyny gości, ale wyręczyli ich zawodnicy Skry. Następnie trwały dość długie dyskusje i próba dojścia jak było w rzeczywistości. Gdyby było to finał PP to wystarczyłoby obejrzeć powtórkę pierwszej akcji seta i problem byłby rozwiązany. Trzeba poważnie pomyśleć nad tym problemem, by w przyszłości takich sytuacji uniknąć.

Takie są moje spostrzeżenia. A, byłbym zapomniał się przedstawić. Nazywam się Mikołaj Dymek i siatkówka to moja pasja. Swoje pierwsze dziennikarskie kroki stawiałem w serwisie wiadomości24.pl, a obecnie piszę dla miejscowego portalu radomsport.pl. Na tym blogu będę starał się pisać o wszyskim co ważne i ciekawe, przynajmniej w moim mniemaniu.

 

 

 

 

1 ... 16 , 17 , 18