Ciekawe? Czytaj dalej na BlogFrog.pl

czwartek, 23 kwietnia 2009
Czy Resovia przełamie kompleks Skry?

Takie pytanie nurtuje z pewnością wielu sympatyków rzeszowskiej drużyny. Resovia jest bowiem jedyną drużyną z czołówki naszej ligi, która od czasów dominacji Skry nie potrafi odnieść zwycięstwa nad tą ekipą. Jednakże finał PlusLigi jest doskonałym momentem na przełamanie się, a przede wszystkim na przełamanie hegemonii Skry, która trwa już od ładnych kilku lat.

Na papierze z pewnością podopieczni Daniela Castellaniego są głównym faworytem do końcowego zwycięstwa. Wiele raz już jednak okazywało się, że same nazwiska nie grają i ci "teoretycznie" gorsi potrafią sprawić sporą niespodziankę. Czy tak będzie w tym przypadku? Trudno powiedzieć. Wszystko w moim odczuciu będzie zależeć od pierwszego, kluczowego dla tej rywalizacji, pojedynku. Jeżeli rzeszowianie powalczą i odniosą zwycięstwo to może być ciekawie.

Skra ma przewagę własnego parkietu i będzie chciała ją za wszelką cenę wykorzystać. Pokuszę się o stwierdzenie, że jeżeli bełchatowianie odniosą w pierwszym spotkaniu gładkie zwycięstwo 3:0 to ta rywalizacja zakończy się niestety w trzech potyczkach. Należy jednak liczy, że oba zespoły stworzą ciekawe widowisko i miejmy nadzieję, że czeka na pięć niezapomnianych pojedynków.

Zawodnicy obu ekip znają się jak łyse konie i ciężko im będzie zaskoczyć rywala. Skra jest zdecydowanie bardziej doświadczonym zespołem, który rozgrywał dużo więcej ważnych i trudnych pojedynków. Nie należy jednak zapominać, że w Resovii jest trzech byłych zawodników AZS-u Częstochowa, którzy znają smak rywalizacji ze Skrą w finale PlusLigi. Wtedy się nie powiodło, ale tym razem może być inaczej. Jedno jest pewne: będzie się działo!

niedziela, 19 kwietnia 2009
Gruszki na wierzbie Tadeusza Kupidury

Sezon siatkarskiej PlusLigi dobiega końca. Radomski klub jest już praktycznie pewny utrzymania. Dobre i to, chociaż przed sezonem Tadeusz Kupidura, prezes firmy Jadar, zapowiadał walkę o 5. miejsce. Wydaje się, że nie miał na myśli swoich zawodników.

Wszystko zaczęło się jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek, na oficjalnym przedstawieniu drużyny. Główny sponsor klubu zapowiedział, że nadchodzący sezon w wykonaniu Jadaru będzie najlepszym od czasu gdy ta ekipa awansowała do najwyższej klasy rozgrywkowej. Pan Kupidura oświadczył, że piąte miejsce na koniec rozgrywek jest głównym celem radomskiej drużyny. Rzeczywistość okazała się brutalna.

Pierwszym błędem było przede wszystkim zatrudnienie na stanowisku szkoleniowca ekipy, Mirosława Zawieracza. Trener ten znany jest z tego, że dość ciężko dogaduje się z zawodnikami i okazuje całkowity brak zaangażowania w pracę jaką wykonuje. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Cztery pierwsze spotkania i kompletna kompromitacja – wszystkie mecze przegrane przez Jadar 0:3.

Działacze zdecydowali się na transfer dwóch zawodników prosto z Kuby: Maikela Salasa Moreno i Sirianisa Mendeza Hernandeza. Co z tego, skoro trener Zawieracz nie przekonał się do tych siatkarzy i praktycznie na nich nie stawiał, a siatkarze, którzy grali w pierwszej „szóstce” notorycznie zawodzili. Efekt był taki, że Jadar zakończył pierwszą rundę na ostatnim miejscu w tabeli z dorobkiem zaledwie trzech punktów. W tym momencie działacze zrobili jedyną słuszną rzecz – zwolnili trenera Zawieracza, a na jego miejsce zatrudnili Jana Sucha. Był to strzał w dziesiątkę.

Ten doświadczony szkoleniowiec odmienił oblicze drużyny. Pokazał zawodnikom, że potrafią grać i rywalizować z najlepszymi. Jadar wygrzebał się z dołka i w tym momencie jest już tylko o jedno zwycięstwo od utrzymania w PlusLidze. Trener Such zaufał w umiejętności Kubańczyków, a Ci pokazali, że w siatkówkę grać umieją.

Pytanie jest podstawowe: kto popełnił błąd? Moim zdaniem prezes Kupidura, który na początku sezonu obiecywał gruszki na wierzbie. Zawodnicy nie wytrzymali presji związanej z odpowiedzialnością wyniku jaka na nich ciążyła. Mała rada na przyszłość dla prezesa jest taka, aby odpowiednio ważył słowa, gdyż nie zawsze potrafi właściwie ocenić sytuację. Należy pamiętać, że mowa jest srebrem, ale milczenie złotem. Przed przyszłym sezonem będzie musiał właściwie ocenić sytuację kadrową i finansową klubu, żeby po raz kolejny nie było tak wielkiego zawodu.

czwartek, 16 kwietnia 2009
Poznamy pierwszego finalistę?

Już jutro Skra Bełchatów może zapewnić sobie miejsce w finale PlusLigi. Warunek jest jeden - podopieczni Daniela Castellaniego muszą wygrać trzecie spotkanie półfinałowe z Jastrzębskim Węglem. Tym razem przyjdzie im się zmierzyć z rywalem na ich parkiecie i rywalizacja może się przedłużyć ,i mam nadzieję, jak pewnie większość kibiców (wyłączając sympatyków Skry), że tak się właśnie stanie. Aby do tego doszło Jastrzębianie muszą wzieść się na wyżyny swoich umiejętności i pokazać, że nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

Podopieczni Roberto Santilliego mają z pewnością jeszcze w pamięci spotkanie numer dwa, w który po kontrowersyjnych decyzjach cofnięto im punkty i jastrzębianie ostatecznie polegli 1:3. Dzisiaj jednak z ciekawości obejrzałem powtórkę tego nieszczęsnego seta i muszę stwierdzić, że wina leży po obu stronach. Istnieje jednak możliwość, że gdyby Jastrzębie nie chciało naprawić swojego błędu i gdyby tego nie zrobiło, to prawdopodobnie zawodnicy Skry nie dopatrzyliby się błędu i tamto spotkanie mogło potoczyć się całkiem inaczej. Rzeczywistość jest taka, że bełchatowianie prowadzą 2:0, a sędziowie poprzedniego meczu zostali zawieszeni do końca obecnego sezonu.

Wrócmy jednak do czysto sportowej rywalizacji. Jastrzębski Węgiel zrobi wszystko żeby doprowadzić do czwartego pojedynku. Z pewnością nie jest na straconej pozycji gdyż dysponuje mocnym składem, z kilkoma naprawdę znakomitymi zawodnikami, którzy jednak są bardzo chimeryczni. Jeżeli jednak Igor Yudin zagra na takiej wysokiej skuteczności jak ostatnio (jeżeli oczywiście wyjdzie w pierwszej "szóstce", w co nie wątpię), to kibice z Jastrzębia mogą być trochę spokojniejsi. Gdy do gry włączą się obaj przyjmujący, Guillaume Samica i Ben Hardy, to bełchatowianom będzie bardzo ciężko się im przeciwstawić.

Trzeba pamiętać, że Skra to jednak Skra i zwykle gra na wysokim poziomie. Jeżeli chce się pokonać ten zespół to trzeba zagrać co najmniej tak jak oni, albo i jeszcze lepiej. Przede wszystkim nie należy popełniać prostych błędów, bo będą one natychmiast wykorzystane przez podopiecznych Daniela Castellaniego. Ja jednak wierzę, że Jastrzębski Węgiel uszczęśliwi swoich kibiców i da im możliwość obejrzenia przynajmniej jeszcze jednego pojedynku. Przede wszystkim oczekuję jednak meczu na wysokim poziomie do czego te zespołu już nas przyzwyczaiły.

poniedziałek, 13 kwietnia 2009
Panowie! Nauczcie się przegrywać...

Drugi półfinałowy pojedynek PlusLigi pomiędzy Skrą Bełchatów i Jastrzębskim Węglem przysporzył bardzo wiele kontrowersji. Mianowicie chodzi o sytuację, która miała miejsce w czwartym secie. Sędziowie, a raczej zawodnicy Skry, dopatrzyli się błędu ustawienia w ekipie gości i z prowadzenia jastrzębian 10:9, zrobiło się 5:10 dla... gospodarzy. Wywołało to niesamowitą złość Roberto Santilliego, który przez dłuższy czas nie mógł uwierzyć w to co się stało.

Jakby tego było mało, działacze Jastrzębskiego Węgla postanowili nie zostawić tak tej sytuacji. W sobotę prezesi tego klubu wysłali oficjalne pismo zarówno do PZPS jak i zarządu PlusLigi, w którym apelują o powtórzenie meczu. Wydaje mi się, że jest to już sporą przesadą. Oczywiście kibice, jak i działacze tego klubu mogą czuć się rozgoryczeni, gdyż ten mecz mógł się dla nich całkiem inaczej potoczyć. Nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem. A próbowanie dojścia do swoich racji przy "zielonym stoliku" jest tu całkowicie nie na miejscu.

Oczywiście działacze mają całkowite prawo wystosować takie pismo. Sądzę jednak, że do powtórki takiego meczu nie dojdzie. Wina nie leży tylko i wyłącznie po stronie sędziów, a jastrzębianie popełnili oczywisty błąd i tego nie da się ukryć. Śmieszyć mogą również niektóre argumenty panów Kozłowskiego i Grodeckiego - tu cytuję: Nie można także nie wspomnieć o atmosferze panującej na hali, wrogiej dla Jastrzębskiego Węgla, podsycanej przez spikera zawodów oraz jednostronnej agresywnej postawie ochrony wobec trenerów i działaczy naszej drużyny. Taki argument jest już aktem desperacji ze strony zarządu JSW. Nie dziwne, że kibice nie będą rozpieszczać zawodników drużyny przyjezdnej - tak jest w każdej hali w Polsce. Możliwe, że ochrona nie zachowywała się należycie, za co Skrze powinna należeć się kara, jeśli faktycznie taka sytuacja miała miejsce, ale przez coś takiego nie powtarza się spotkań.

Tak więc apeluję do całego zarządu Jastrzębskiego Węgla: nauczcie się przegrywać. Wiem, że porażka boli, ale trzeba umieć ją należycie przyjąć. Najlepszym sposobem na utarcie nosa wszystkim jest po prostu dobra gra w kolejnych spotkaniach, podkreślam spotkaniach, bo nie wątpię, że podopieczni Roberto Santilliego nie złożyli jeszcze broni i mam nadzieję, że zawitają jeszcze do Bełchatowa na piąty, ostatni mecz półfinału.

niedziela, 12 kwietnia 2009
Nowi reprezentanci grają o... 5. miejsce

To dość niecodzienna sytuacja. W nowej, dopiero co powołanej reprezentacji Polski przez Daniela Castellaniego znajduje się kilku zawodników, którzy rywalizują o miejsca 5-8 w PlusLidze. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby taki zespół posiadał jednego, góra dwóch takich zawodników, ale nie trzech czy nawet czterech! A właśnie w takiej sytuacji znalazły się dwa Akademickie kluby: ten z Warszawy i Częstochowy.

W Politechnice gra dwóch zawodników, którzy otrzymają szansę gry w Lidze Światowej. Są to Rafał Buszek i Karol Kłos. Dodatkowo Daniel Castellani dowołał Bartka Neroja i Roberta Milczarka, ale oni nie będą mogli wystąpić w tych rozgrywkach lecz będą mieli możliwość trenowania z innymi reprezentantami. Paradoksem jest więc, że drużyna posiadająca, wydawałoby się tak dobrych zawodników (odrzucam możliwość, że Argentyńczyk błędnie ocenił ich umiejętności), zajęła siódme miejsce w sezonie zasadniczym i na takim najprawdopodobniej te rozgrywki zakończy. Jedynym usprawiedliwieniem dla tych zawodników jest brak doświadczenia z racji bardzo młodego wieku.

W trochę innej sytuacji jest Częstochowa. Zawodnicy tacy jak Zbyszek Bartman czy Piotrek Nowakowski zadebiutowali w kadrze za kadencji Raula Lozano. Ale typowymi świeżakami są Fabian Drzyzga i Paweł Zatorski. Czterech reprezentantów, a zespół również nie walczy o najwyższe laury. Dla porównania drużyny grające o medale mają mniej zawodników powołanych przez Argentyńczyka w swoich składach np. Kędzierzyn (Ruciak) czy Jastrzębie (Łomacz). Co prawda o sile tych zespołów stanowią obcokrajowcy, ale Polaków też nie brakuje.

Można więc się zastanawiać czy Castellani dokonał słusznego wyboru. Z pewnością znajdziemy kibiców, którzy tak właśnie myślą. Ja do nich nie należę. Argentyńczyk wykazał się sporą odwagą i pokazał, że nie boi się ryzykować. Jeżeli mu się to nie uda nie będę miał do niego pretensji. Bez ryzyka nie ma zabawy. Wątpie czy jakikolwiek inny trener zdecydowałby się na taki krok. Panie Castellani - oby tak dalej.

 

 
1 , 2